ul. B. Chrobrego 3a,
64-100 Leszno

O nas

Dudy to nie Kobza

Kobza

    

Dudy szkockie 

   

Dudy polskie

                                                                                      

Ileż to razy, gdy mowa o którejś z licznych odmian dud, czytamy albo słyszymy o kobzach, na których rzekomo grywają dudzia­rze wielkopolscy, śląscy, żywieccy, podhalańscy i inni, a także górale szkoccy. Kobza to instrument strunowy, jest jedną z odmian ludowej lutni.

Jak to się mogło stać, że nazwy dwóch zupełnie odmiennej budowy instrumentów, o różniącym się zasadniczo sposobie powstawania dźwięku, pomylono. Jedno jest tylko wyjaśnienie tłumaczące powstanie tej pomyłki. Otóż kiedyś mó­wiono na oznaczenie dud koza, a przypusz­czalnie także kozice. Poza tym istnieje jeszcze dzisiaj odmiana tego popularnego instrumentu, lecz o znacznie większych rozmiarach, pod nazwą kozioł. Na kozłach grywają nadal koźlarze spod Zbąszynia i dalej na zachód w okolicach znanej z za­chowanych dawnych strojów ludowych Dąbrówki Wielkopolskiej. Niewątpliwie kozy, kozi­ce i kozły a zwłaszcza nazwy grają­cych na nich i z pewnością koźlarze „sprawili”,   że   niewtajemniczeni   pomylili ich z kobziarzami czy kobeźnikami jak nazywano grają­cych na kobzach. Stało się to zapewne w począt­kach ubiegłego wieku. Poprzez „kobziarza” przejęto, znaną skądinąd nazwę „kobza”, którą przeniesiono na dudy i liczne ich odmiany - i tak nasz dudziarz - na wsi wielkopolskiej - nazywają go dudą - stał się kobziarzem-kobeźnikiem, a dudy kobzą.

Do utrwalenia i rozpowszechnienia tego nieporozumienia przyczynił się także Adam Mickiewicz. Autor ten każe w Panu Tadeuszu niesłusznie kobeźnikom dąć w kozice. Za sprawą tego wieszcza i innych autorów literackich jak również malarzy, nieporozumienie to rozprzestrzeniło się w niepo­żądany sposób, tak że dzisiaj w prasie wyjątkowo pozwala się dudziarzowi grać na dudach. „Sprawca” po­myłki – kobza, była w dawnej Polsce używana szczególnie we wschodniej części kraju, jak o tym świadczą nierzadkie wzmianki w literaturze. Kobza przybyła do nas pewnie za pośrednic­twem naszych dawnych sąsiadów południowych - Rumunów, gdzie pod tą samą nazwą nadal jest w użyciu i należy poprzez turecki qobuc do szeroko rozpowszechnionej w zasięgu kulturowym Arabów rodziny instru­mentów lutniowych, zwanych gambus. Kobza, kiedyś budowana zderenia”, posiadała, tak jak rumuńska, 3 do 10 strun, co oznacza, że także jej rozmiar musiał być różny. Struny szarpano kosteczką albo gęsim piórem. Używano jej w Polsce na wsi - podobnie jak do dziś w Rumunii - do wtórowania instrumentom smyczkowym. Spełniała więc niewątpliwie podobną rolę, co dudy.[1]

Można mówić "kobza" na dudy, ale co w takim razie przeszkodzi za jakiś czas w mówieniu "masło" na margarynę czy "tramwaj" na autobus. Każdy kiedyś na pewno widział Szkota grającego na instrumencie przypominającym skrzyżowanie „osła z parowozem” - worku z wieloma piszczałkami, wydającym przenikliwe dźwięki. To właśnie dudy!

Nie jest jednak tak tragicznie jak można sądzić. Coraz więcej ludzi rozróżnia te dwa instrumenty. Dzieje się tak dzięki zwiększającej się popularności muzyki korzeni, oraz coraz większej liczbie festiwali folkowych i ludowych. Duże zasługi w prostowaniu tej pomyłki ma Wojciech Ossowski prowadzący Klub Folkloru w radiowej Trójce. Nawet w naszej telewizji rzadko używa się błędnej formy.[2]

Wyjaśniając to nieporozumienie chciałbym zwrócić uwagę wszystkim piszącym i mówiącym w przyszłości o dudach (nie tylko wielkopolskich), na to właśnie zjawisko. Toteż byłoby dla mnie i moich kolegów - dudziarzy - wielką satysfa­kcją, gdyby odtąd nie mylono tych dwóch pojęć i „pozwolono dudziarzom dąć... w dudy”.

 

oprac. Michał Umławski


15 Z. Szulc , Mickiewicz na cenzurowanym, Duda i Kozieł, Poznań 2000, s.29

16 www.dudziarz.pl